czwartek, 22 listopada 2012

Polsko- Żydowskie legendy w Tel Avivie


Tym razem, trochę z innej bajki, ale trudno być obojętnym na dyskusję wokół najnowszego filmu Pasikowskiego.

Nie niszczmy legendy – wołają gromkim chórem mędrkowie, gdy ktoś, zapyta o przeszłość Lecha Wałęsy. Kiedy chodzi o stosunki Polsko – Żydowskie, to co piękne, co daje Polakom powód do dumy topione jest w błocie z maniakalnym zapałem.
Wczujmy się w rolę obcokrajowca, który zechce zająć się obiektywnie losami Żydów podczas II Wojny Światowej.  Na pewno postanowi przejrzeć listę „Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata”. Dosyć szybko zda sobie sprawę, że w tym zasłużonym dla ratowanie Żydów gronie dominują Polacy. Idąc tym tropem postanowi sprawdzić co w tej materii mają do powiedzenia przedstawiciele tego zasłużonego narodu. W dość naturalny sposób trafi zapewne na publikacje głównego nurtu. Cóż tam znajdzie? Wezwania, do przeprosin za antysemityzm i opisy mordów na żydowskiej społeczności. I pewnie pozostanie z poczuciem schizofrenicznym, że oto naród który jeżeli nie zgotował, to przynajmniej czynnie uczestniczył w Holocauście, nagradzany jest przez potomków jego ofiar zaszczytnymi tytułami „Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata”. 
Na wstępie przywołałem analogię z przeszłością „legendarnego przywódcy Solidarności”, nie jest ona do końca trafiona. Bowiem legenda Wałęsy, oficjalnie jest piękna, a kiedy zaczynamy doszukiwać się faktów, trafiamy na sprawy przykre. W przypadku, stosunków Polsko- Żydowskich to analiza faktów tworzy piękną historię, a szkodzą jej wyolbrzymiane marginalne ekscesy, do tego przedstawiane często na drodze manipulacji i przekłamań. 
Chcący uchodzić za przedstawicieli inteligencji, każą kajać się polskim narodowcom, powołując się na endecki antysemityzm, który dominował w Dwudziestoleciu Międzywojennym, studiując dzieła Dmowskiego inspirowane małoletnim Adolfem Hitlerem ( tak być musi, skoro mówi tak autorytet, zapewne zna on datę urodzenia Fuhrera i wydania Mysli Nowoczesnego Polaka). znajdują dowody na istnienie jakiegoś typowego dla polskiego ciemnogrodu antysemityzmu. Ten polski antysemityzm sprawił, że przedwojenna Polska, była po USA największym sponsorem żydowskiego osadnictwa w Palestynie po I Wojnie Światowej. Odsyłam tutaj do lektury „Gasnących Ogni” Antoniego Ferdynanda Ossendowskiego.
Ale to pewnie też będzie poczytane za polski grzech, skoro dzisiaj światłe elity w potomkach tych osadników widzą bliskowschodnich nazistów, którzy eksterminują niewinnych Palestyńczyków, co z tego, że w samoobronie. Na zakończenie podzielę się, z Tobą drogi czytelniku osobistym wspomnieniem, który może być puentą, dla wezwań do kajania się i przepraszania za antysemityzm. Pod koniec sierpnia, miałem przyjemność przebywać na lotnisku w Tel Avivie. Ponieważ odlot samolotu do Polski opóźniał się, a w chmurach miałem spędzić 4 godziny, zacząłem szukać lektury. Zaopatrzyłem się w Historię Żydów, Paula Johnsona, ale co najistotniejsze przeszukując półki z książkami w dziale historycznym nie natknąłem się na żadne dzieło, podobno wybitnego specjalisty Jana Tomasza Grossa, za to przy kasie można było kupić DVD z filmem „W ciemności” o Polaku, który ratował Żydów. Tyle w tym temacie ma do powiedzenia księgarnia w strefie bezcłowej w Izraelu. Oczywiście, co niektórzy mogą dodać, że Grossa nie było, bo go wykupiono. Owszem mogło tak być, przecież zdarzają się takie sporadyczne przypadki, tak jak w kraju, w którym zwykli obywatele ryzykowali życiem by ratować Starszych Braci w wierze, zdarzały się sporadyczne przypadki antysemickich ekscesów. 

poniedziałek, 5 listopada 2012

Żydzi a sprawa polska

W miejscu, w którym spragniony wędrowiec na Pustyni Judzkiej, przysłowiowo wpadłby z deszczu pod rynnę widząc przed sobą Morze Martwe znajduje się Masada - żydowska twierdza. Współcześnie mogłoby się wydawać, że to po prostu kamienie poukładane na skale, co najwyżej gwarantujące turyście ciekawe widoki. Zanim jednak rozpoczniemy wspinaczkę lub, kiedy goni nas czas wsiądziemy do wagonika kolejki linowej, powinniśmy się zaznajomić, z historią jaką pamiętają kamienie Masady. Wówczas zupełnie inaczej spojrzymy na to miejsce. Cofnijmy się w czasie o dwa tysiące lat. Kilkadziesiąt lat po Zmartwychwstaniu Jezusa z Nazaretu, grupa Zelotów, nieświadomych tego, że wcale w nie tak odległych czasach, po tej samej ziemi po której oni stąpają chodził Mesjasz, Syn Boży, postanowiła rozpocząć powstanie przeciwko okupującemu Ziemię Narodu Wybranego Rzymskiemu Imperium. Wierzyli oni, że ich zbrojny czyn przyspieszy przyjście na ziemię Mesjasza. Można by powiedzieć, że grupka szaleńców rzuciła się na giganta. W zasadzie nieważne jak wielką armię byliby wstanie zorganizować, nie zmieniało to faktu, że przedstawiciele maleńkiej krainy, staja do walki z państwem, które można powiedzieć, było całym ówcześnie znanym światem. Gdyby w czasach biblijnych funkcjonowały  zakłady bukmacherskie, zapewne mieliby gorsze notowania niż Dawid stający ze swoją procą do pojedynku z Goliatem.
Ponieważ, Powstanie Zeletów, ma być jedynie pretekstem do moich dalszych rozważań pozwolę sobie pominąć historię zmagań powstańców i przejdę do końca tej opowieści sprzed dwóch tysięcy lat. Jednym  z ostatnich epizodów powstania, jest obrona Masady.  W tej twierdzy zgromadzili się ostatni powstańcy wspólnie ze swoimi rodzinami. Widząc, że nie mają szans w starciu z Rzymianami, popełnili oni zbiorowe samobójstwo. Śmierć nie ominęła również kobiet i dzieci.  Powstańcy pozostawili zapasy jedzenia, aby zdobywcy wiedzieli, że nie wzięli twierdzy głodem obrońców. 
Współcześnie słowa, że Masada już nigdy więcej nie upadnie  wypowiadają izraelscy żołnierze składając uroczystą przysięgę. Masada to miejsce symbol dla żydowskiego patriotyzmu. Pradawna twierdza udostępniona jest do zwiedzania, u jej podnóża, można zakupić koszulki i inne gadżety związane z tym historycznym miejscem. Wszystko jednak jest przesiąknięte duchem historii o dzielnych obrońcach, którzy  oddali życie broniąc Masady. W kraju, w którym każdy młody człowiek służy ojczyźnie z karabinem, historia o kobietach, które oddały życie do końca będąc u boku swoich ukochanych, jest niezwykle symboliczna. Gdyby się jednak dokładniej zastanowić, to Żydzi czczą pamięć o zbiorowym samobójstwie, będącym efektem z politycznego punktu widzenia szaleńczej decyzji o powstaniu przeciwko potężnemu imperium. To nie była kurcząca się III Rzesza, jak w 1944 roku w Warszawie, a monstrualny twór polityczny pochłaniający kolejne krainy. A jednak, pamięć o obrońcach Masady to dla Izraelitów powód do domu. A dla Polaków? Przedstawiciele tak zwanego salonu, gdyby byli konsekwenti w swoich słowach, powinni powiedzieć, że to faszystowski kult, taniec dla bożka śmierci Tanatosa, czczenie głupoty i nieodpowiedzialności. Swoje trzy grosze dodali by również tak zwani realiści, mówiąc o nieodpowiedzialności przywódców powstania, o narażaniu narodu na straty wśród najlepszych jego przedstawicieli.Takich słów jednak w Izraelu nie słychać, za to często padają w naszym kraju szczególnie pod adresem Powstańców Warszawskich. Owszem, jest i odrobina racji, w argumentacji,jak ich nazwałem realistów, ale nie do końca. Spójrzmy na historię Masady, spójrzmy na legendę o 300 Spartanach, wreszcie spójrzmy na polskie dzieje. Pamięć o heroicznych czynach to przede wszystkim powód do dumy, do szacunku względem własnego narodu, wreszcie może i współcześnie nazbyt patetyczny, ale jednak wielki przykład jak umiłować można swoją ojczyznę i naród. Masada, tak jak przysięgają Żydzi, nie upadła, pomimo, że jest to kraj pozbawiony jakiegokolwiek przyjaznego sąsiada, mało tego, kraj, który wciąż targany jest wewnętrznymi napięciami. Nasze konflikty w polskim piekiełku, to bułka z masłem dla mieszkańców Izraela. Skoro pamięć o "szaleństwie Zelotów" buduje tożsamość Izraela, dlaczego pamieć o "zbiorowym samobójstwie" czy "rzezi Warszawy" w 1944 roku, nie miałaby budować naszej polskiej tożsamości. Uczmy się, od tych którzy mają od nas trudniej, bo jak będzie lepiej to sobie poradzimy, a kto wie kiedy skończy się nasza "rajska egzystencja" pomiędzy ściskającym czule  premiera Władimirem Putinem, a Eurokołcho... przepraszam Unią Europejską, wtedy będzie się liczyć to co sprawdziło się w szczególnie trudnych warunkach. Jak dotąd  widać, że Izraelski model patriotyzmu sprawdza się, pomimo nieprzyjaznych warunków na Bliskim Wschodzie i nie chodzi tutaj o wysokie temperatury.