Ponieważ, Powstanie Zeletów, ma być jedynie pretekstem do moich dalszych rozważań pozwolę sobie pominąć historię zmagań powstańców i przejdę do końca tej opowieści sprzed dwóch tysięcy lat. Jednym z ostatnich epizodów powstania, jest obrona Masady. W tej twierdzy zgromadzili się ostatni powstańcy wspólnie ze swoimi rodzinami. Widząc, że nie mają szans w starciu z Rzymianami, popełnili oni zbiorowe samobójstwo. Śmierć nie ominęła również kobiet i dzieci. Powstańcy pozostawili zapasy jedzenia, aby zdobywcy wiedzieli, że nie wzięli twierdzy głodem obrońców.
Współcześnie słowa, że Masada już nigdy więcej nie upadnie wypowiadają izraelscy żołnierze składając uroczystą przysięgę. Masada to miejsce symbol dla żydowskiego patriotyzmu. Pradawna twierdza udostępniona jest do zwiedzania, u jej podnóża, można zakupić koszulki i inne gadżety związane z tym historycznym miejscem. Wszystko jednak jest przesiąknięte duchem historii o dzielnych obrońcach, którzy oddali życie broniąc Masady. W kraju, w którym każdy młody człowiek służy ojczyźnie z karabinem, historia o kobietach, które oddały życie do końca będąc u boku swoich ukochanych, jest niezwykle symboliczna. Gdyby się jednak dokładniej zastanowić, to Żydzi czczą pamięć o zbiorowym samobójstwie, będącym efektem z politycznego punktu widzenia szaleńczej decyzji o powstaniu przeciwko potężnemu imperium. To nie była kurcząca się III Rzesza, jak w 1944 roku w Warszawie, a monstrualny twór polityczny pochłaniający kolejne krainy. A jednak, pamięć o obrońcach Masady to dla Izraelitów powód do domu. A dla Polaków? Przedstawiciele tak zwanego salonu, gdyby byli konsekwenti w swoich słowach, powinni powiedzieć, że to faszystowski kult, taniec dla bożka śmierci Tanatosa, czczenie głupoty i nieodpowiedzialności. Swoje trzy grosze dodali by również tak zwani realiści, mówiąc o nieodpowiedzialności przywódców powstania, o narażaniu narodu na straty wśród najlepszych jego przedstawicieli.Takich słów jednak w Izraelu nie słychać, za to często padają w naszym kraju szczególnie pod adresem Powstańców Warszawskich. Owszem, jest i odrobina racji, w argumentacji,jak ich nazwałem realistów, ale nie do końca. Spójrzmy na historię Masady, spójrzmy na legendę o 300 Spartanach, wreszcie spójrzmy na polskie dzieje. Pamięć o heroicznych czynach to przede wszystkim powód do dumy, do szacunku względem własnego narodu, wreszcie może i współcześnie nazbyt patetyczny, ale jednak wielki przykład jak umiłować można swoją ojczyznę i naród. Masada, tak jak przysięgają Żydzi, nie upadła, pomimo, że jest to kraj pozbawiony jakiegokolwiek przyjaznego sąsiada, mało tego, kraj, który wciąż targany jest wewnętrznymi napięciami. Nasze konflikty w polskim piekiełku, to bułka z masłem dla mieszkańców Izraela. Skoro pamięć o "szaleństwie Zelotów" buduje tożsamość Izraela, dlaczego pamieć o "zbiorowym samobójstwie" czy "rzezi Warszawy" w 1944 roku, nie miałaby budować naszej polskiej tożsamości. Uczmy się, od tych którzy mają od nas trudniej, bo jak będzie lepiej to sobie poradzimy, a kto wie kiedy skończy się nasza "rajska egzystencja" pomiędzy ściskającym czule premiera Władimirem Putinem, a Eurokołcho... przepraszam Unią Europejską, wtedy będzie się liczyć to co sprawdziło się w szczególnie trudnych warunkach. Jak dotąd widać, że Izraelski model patriotyzmu sprawdza się, pomimo nieprzyjaznych warunków na Bliskim Wschodzie i nie chodzi tutaj o wysokie temperatury.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz