sobota, 15 grudnia 2012

Zabawy na plaży



Brzdęk butelki zasygnalizował, że rzut kamieniem był trafny, po chwili już kolejna butelka, rozpadła się. trzeci rzut był chybiony, kamień uderzył o głaz po czym potoczył się kawałek po piasku i już tak pozostał, jak setki innych kamieni na plaży w Tyberiadzie. Rzucanie kamieniami, do butelek wyglądało na zabawę powszechna wśród palestyńskich nastolatków, bo żaden z wylegujących się na plaży dorosłych nie reagował. Kawałki szkła wśród kamieni nikomu zdawały się nie przeszkadzać. Poza marudnymi Polakami, którzy tylko pokręcili głowami i z dumą pomyśleli o polskich plażach, którym wiele można zarzucić, na których różne przygody można przeżyć, ale akurat nastolatków rozbijających butelki dla sportu jakoś żaden z podróżników sobie nie przypominał. Po chwili jednak przeszli nad tym do porządku dziennego. trzeba było zaakceptować lokalny "obyczaj" jak to się mówi, "jesteś w Rzymie, więc zachowuj się jak Rzymianin". Chyba, że chcesz oberwać kamieniem w swoje giaurowskie czoło. Grupa polskich Giaurów, wspólnie z meksykańskimi przyjaciółmi, wcale do przykładnych też nie należeli. Podczas kolejnej kąpieli tym razem z dala od miasta, namacali duży kawałek metalu na dnie. Po kilku próbach wydobyli ów tajemniczy przedmiot na powierzchnię - była to tablica zakazująca kąpieli. Cóż, okoliczności przyrody były tak sprzyjające, że nie przestrzeganie zakazu w pełni usprawiedliwiały. Aby zanurzyć się w ciepłych wodach Jeziora Galilejskiego, należało najpierw przedrzeć się przez swoiste "morze trzcin". Woda była bardzo ciepła, dno delikatnie obniżało się, na przeciwległym Brzegu majestatycznie prężyły się górskie szczyty. gdzieś tam Jezus przepędził demony, które wstąpiły do świń i wskoczyły w wody jeziora. Po lewej, można dostrzec brzegi Capernaum, gdzie mieścił się dom Piotra. Stamtąd zapewne Zbawiciel wypływał wraz z uczniami na połów. Z perspektywy tafli jeziora wszystko wyglądało tak samo jak przed dwoma tysiącami lat. O XXI wieku przypominała jedynie maszyny budowlane, które można było zobaczyć, dopiero po ponownym przedarciu się przez trzciny i wyjściu na brzeg. Tylko komu by się chciało, kiedy woda tak przyjemna a widok tak magiczny. Wracam do tych chwil teraz kiedy mroźna zima za oknem, wracam tez do świętych miejsc czytając książkę Antoniego Ferdynanda Ossendowskiego- już wkrótce więcej o tym niezwykłym człowieku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz