Miał on należeć do Godfryda de Bouillon. jednego z pierwszych Krzyżowców, który przekroczył mury Jerozolimy. Wybrany na króla Świętego Miasta, odmówił tej godności i przyjął tytuł Obrońcy Grobu Świętego.
Pamiętam z lekcji historii opowieści o żądnych pieniędzy rycerzach, którzy wyruszyli z Europy na bliski wschód, pod fanatycznymi hasłami obrony Świętego dla Chrześcijan miejsca. Wizyta w Jerozolimie, upewniła mnie, że w szkole przekazano mi nieprawdę na temat Wypraw Krzyżowych.
Upewniła mnie w tym nie lektura kolejnej książki, czy artykułu z zakresu historii średniowiecza, a doświadczenie.
Po pierwsze wszystkim głoszącym obraz krzyżowców jako bandy żądnej bogactw, proponuję konną jazdę w kolczudze nawet nie po pustynni, ale chociażby po polach otaczających Tyberiadę. Nie musiałem dosiadać wierzchowca, ani zakładać zbroi by przekonać się, że dla Europejczyka przebywanie w takim klimacie do przyjemnych raczej nie należy, szczególnie dla tych, którzy pochodzili z północy. Czy dla ziemskich zbytków warto było tak się poświęcać? Śmiem wątpić, by samo złoto przez dłuższy czas wystarczyłoby dla podtrzymania Idei wypraw krzyżowych.
Po drugie, to złoto z pewnością było niezbędne by do Ziemi Świętej dotrzeć, była to długa i kosztowna wyprawa, która nie gwarantowała zysków, za to trudy i niewygody były gwarantowane.
I wreszcie po trzecie. Wizyta w Bazylice Grobu Pańskiego, możliwość stąpania po ziemi, po której chodził Jezus Chrystus, to również niesamowite doświadczenie dla każdego Chrześcijanina. To doświadczenie, które umacnia naszą wiarę (więcej o tym wkrótce). Nie dziwmy się, więc że pojawili się ludzie, którzy chcieli dać szansę wiernym na bezpieczne pielgrzymowanie.
Że walczyli o to mieczem? A jak mieli walczyć z cywilizacją, która od stuleci w imię świętej wojny waliła mniej lub bardziej skutecznie do bram Europy?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz