czwartek, 4 października 2012

U młodszych braci w wierze.


Stary chevrolet zatrzymał się ostro hamując ostro. Kierowca opuścił szybę i spytał po angielsku, czy wiemy dokąd idziemy. Odpowiedzieliśmy, że tak, przecież wędrujemy z trzema różnymi przewodnikami w plecakach i każdy wskazują taką samą trasę. Ale kierowca, nie dał za wygraną i chciał się upewnić, czy przypadkiem nie zamierzamy wędrować w głąb osiedla. Uspokoiliśmy go, że do centrum tej arabskiej części Jerozolimy się nie wybieramy, a jedynie będziemy spacerować po obrzeżach, zmierzając w kierunku Doliny Cedronu. Uspokojony kierowca odjechał. Dlaczego tak się o nas troszczył?
Był chrześcijaninem, tak jak my, o czym świadczył krzyż, zawieszony n jego szyi, a dookoła wnosiły się muzułmańskie zabudowania. To, że była końcówka ramadanu, nie zmieniało faktu, że jesteśmy tutaj niemile widziani, a raczej zwiększało prawdopodobieństwa zarobienia guza podczas spaceru.
Wiek budynków, obok których przechodziliśmy, trudno było ocenić, kolejne piętra budowane były z innego budulca, co pokolenie wznoszono jak widać kolejną kondygnację, aby kolejny syn, mógł zamieszkać ze swoją rodziną nad rodzicami. Drzwi jednego z domów otworzyły się, wyszedł mały chłopiec z workiem śmieci i jego zawartość wyrzucił zaraz za progiem, siedzący nieopodal arab zaczął głośno krzyczeć na malca, zwracając zapewne uwagę, na to, że ten zaśmieca teren przed domem. Zawartość wróciła do worka,… na chwilę. Pięć kroków dalej był chodnik, tutaj leżące śmieci nie drażniły już starego araba, w końcu chodnik jest wspólny, czyli niczyj. Nie ma się więc czym przejmować.
Przejmować nie trzeba się również  tym, że dzikie wysypiska śmieci wpisały się w krajobraz osiedla. Zapewne takich chłopców wyrzucających codziennie śmieci przed domem jest tutaj więcej.
Mijamy zdezelowane samochody, przy których stoją młodzi muzułmanie, staramy się im nie przyglądać, oni też póki co nie zaprzątają sobie nami głowy.
Sytuacja zmienia się, kiedy wyprzedziliśmy grupkę maluchów. Musieliśmy ich swoją obecnością rozzłościć, bo zaczynają biec za nami i wykrzykiwać. Dokładnie nie wiemy co chcieli, ale nie brzmiało to jak przyjacielskie zawołanie. Napotkany wcześniej ksiądz opowiadał nam, że od takich szkrabów można oberwać kamieniem. Nasze szczęście, że skończyło się tylko na pokrzykiwaniu. Możemy się tylko domyślać, jak zareagowaliby młodzieńcy przy samochodach, gdybyśmy spróbowali dyskutować z biegnącymi za nami małolatami. Szczęśliwie docieramy w końcu do doliny Cedronu. Znikają domy muzułmanów, a zaczynają otaczać nas groby. Jest to miejsce znacznie spokojniejsze i skłaniające do refleksji. Zastanawiają tylko płoty umieszczone przy żydowskich grobach. Czyżby miały one chronić, przed mieszkańcami sąsiedniego osiedla?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz